Aktualności:

Akta miasta Człopa

  Ukazała się książka autorstwa dr. Przemysława Bartosika pt. „Akta miasta Człopa (XVI-XIX w.). Album źródłowy”. Opracowanie liczące 72 strony zostało wydrukowane w nakładzie 300 egzemplarzy.

  Autor we wstępie odnotował m.in.: „Pełne prawa miejskie Człopa otrzymała prawdopodobnie w pierwszej połowie XIV w. Po wydarciu Wielkopolski przez Brandenburgię, margrabiowie nadali Człopę Wedlom, z którymi Czarnkowscy prowadzili w XIV w. nieustanne walki. W 1368 r. Człopa znalazła się z powrotem w granicach Polski. W 1378 r. Czarnkowscy obronili Człopę przed księciem pomorskim Świętoborem. W 1406 r. po opanowaniu przez Krzyżaków sąsiedniej Nowej Marchii, miasto zostało zdobyte i spalone przez rycerstwo niemieckie. W 1409 r. w okolicach Człopy rozpoczęły się działania wojenne w tzw. Wielkiej Wojnie między Zakonem a Polską i Litwą. Dawne przywileje Człopy potwierdził w 1546 r. Zygmunt Stary, z kolei w dwa lata później Zygmunt August. W 1614 r. staraniem Adama Sędziwoja Czarnkowskiego, starosty generalnego wielkopolskiego i wojewody łęczyckiego, Człopa otrzymała prawo magdeburskie. Po Czarnkowskich, których ród wygasł w 1726 r. właścicielami Człopy byli kolejno: Gębiccy, Naramowscy i Sułkowscy. Na przełomie XVIII i XIX w. Człopa była przejściowo w prywatnych rękach niemieckich”.
  Pierwsze tomy księgi ławniczej miasta Schloppe oprawiono w drewniane okładki oraz obciągnięto wytłaczaną skórą. Zachowały się okucia ochronne i sznury. „Protocollum Judiciale” – tak brzmi strona tytułowa protokołów sądowych z lat 1696-1734, z kolei „Protocoll Inceptum” to strona tytułowa księgi protokołów od roku 1766. Jednym z sędziów był wówczas Martin Friedrich Klawitz.
  „Actum Dicit Octobrib Calendary Gregoriani 88” to jeden z najstarszych dokumentów dotyczący Człopy (1588 r.). Na uwagę zasługuje rękopis księgi ławniczej z 25 listopada 1641 r., tzw. „ScheββenBuch”. Wykaz osób występujących w dokumencie, m.in.: Peter Kenitβ – sędzia, Mattias Küsmer – sędzia oraz ławnicy: Tomas Jödicke, Peter Janirke, Ertman Berendt, Johan Somerfeldt oraz Jacob Kremnitz. Interesującym źródłem jest również dokument wystawiony przez właścicieli Człopy, Dorotę i Franciszka Dembińskich. Przykładowo w rękopisie z początku XVIII w. odnotowano: „Między Pasierbami z idnej a Oyczymem z drugiej strony spisana komplanacja w Czlopie 1707”. Ciekawostką są znaki wodne umieszczone na papierze produkowanym przez papiernię w Człopie. W książce ukazano imiona i nazwiska burmistrzów oraz właścicieli miasta. Warto wspomnieć, iż w 1807 r. cesarz Napoleon Bonaparte nadał Człopę marszałkowi Berthier.
  Prezentowane akta zostały przekazane jako depozyt do Archiwum Państwowego w Szczecinie w 1903 r. Archiwum otrzymało wówczas trzy księgi ławnicze z lat 1588-1734 oraz 4 księgi protokołów z lat 1701-1815. W 1906 r. przesłano do archiwum księgę protokołów z lat 1782-1881. Nie zachowały się inne akta miejskie, ani też materiały o ich losach. W czasie II wojny światowej zespół uległ rozproszeniu. Po wojnie część zespołu odnaleziono w archiwum w Greifswaldzie, skąd w czerwcu 1962 r. materiały przewieziono do Szczecina. Były to trzy księgi ławnicze z lat 1588-1734 i jedna księga protokołów z lat 1701-1785.

Dodano: 04-04-2017

Wypisy źródłowe

 

Ukazała się książka autorstwa dr. Przemysława Bartosika pt. „Wypisy źródłowe do dziejów ziemi i powiatu wałeckiego (XIV-XIX w.)”. Opracowanie liczące 144 strony zostało wydrukowane w nakładzie 300 egzemplarzy.

  Prezentowane wypisy stanowią świadectwo społecznego, politycznego i ekonomicznego statusu różnych grup narodowościowych, zamieszkujących w poszczególnych okresach dziejowych Wałcz i jego okolice. Zgromadzony materiał obejmuje ziemię i powiat wałecki w jego historycznych granicach. Dokonano wyboru źródeł w ujęciu chronologicznym, uwzględnienie innych przekazów warto odnotować w kolejnym wydawnictwie. Udało się zebrać kilkadziesiąt dokumentów różnej proweniencji, część z nich ukazana jest po raz pierwszy. Pod danym tekstem znajduje się informacja o miejscu przechowywania bądź opublikowania źródła. W pracy zaprezentowano liczne fotografie, rysunki, mapy oraz kopie dokumentów. Praca stanowi rezultat prowadzonych badań w Archiwum Państwowym w Szczecinie, Archiwum Państwowym w Koszalinie, Archiwum Państwowym w Szczecinku, Archiwum Państwowym w Pile, Archiwum Starostwa Powiatowego w Wałczu, Miejskiej Bibliotece Publicznej w Wałczu oraz Muzeum Ziemi Wałeckiej w Wałczu. Warto pokusić się w przyszłości o kwerendy w archiwach krajowych, przechowujących olbrzymią spuściznę aktową do dziejów ziemi i powiatu wałeckiego. Materiały te są jednak rozproszone. Większość zbiorów znajduje się w Archiwum Państwowym w Poznaniu, Szczecinie, Koszalinie, Gdańsku, Bydgoszczy, Krakowie, Warszawie, Szczecinku i Pile. Np. w Bibliotece Gdańskiej PAN (Dział Rękopisów, sygn. Ms 5058) przechowywana jest księga protokołów koła filomackiego „Ul” w Wałczu z lat 1873-1879. W II poł. XIX w. istniały w Wałczu trzy tajne niemieckie związki uczniowskie: „Allemania”, „Arminia” i „Valeinia”. Należy również pamiętać o licznych dokumentach z archiwów zagranicznych, skompletowanych np. w Tajnym Archiwum Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturalnego w Berlinie (Geheimes Staatsarchiv Preußischer Kulturbesitz) czy w Archiwum Krajowym w Greifswaldzie.
  Powiat wałecki nie doczekał się jak dotąd opracowania tego typu. Warto jednak wspomnieć, iż zbiór dokumentów źródłowych dotyczących Wałcza i ziemi wałeckiej zaprezentowano w opracowaniu pt. Wałcz i Ziemia Wałecka. W 700 rocznicę lokacji miasta i 450 lecie starostwa grodzkiego, wydanym przez Muzeum Ziemi Wałeckiej w 2004 r. W 48-stronicowym albumie ukazano m.in. przywilej fundacyjny miasta Wałcza z 23 maja 1430 r. (Geheimes Staatsarchiv Preussicher Kulturbesitz, XX. HA Historisches Staatsarchiv Königsberg. Urkunden, Schiebl. 46, Nr 3. Heilsberg, 1430.V.23. Pergamin, 43 x 45,5 cm. Oryginał, rękopis, łacina. Pieczęć czerwona, wyciśnięta w czerwonym wosku, w misce woskowej na pasku pergaminowym, wysokość 8 cm), księgi grodzkie wałeckie, księgi Sądu i Urzędu Grodzkiego w Wałczu, patent Króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego przechowywany w Archiwum Państwowym w Szczecinie, dokumenty dotyczące Klasztoru Jezuitów w Wałczu z Archiwum Państwowego w Poznaniu, mapy i atlasy (np. mapa pogranicza pomorsko-brandenbursko-pruskiego z 1807-1813 r.) oraz liczne archiwalne widokówki miasta Deutsch Krone z Księgi Zabytków Historycznych (Muzeum Ziemi Wałeckiej). Ciekawym źródłem jest projekt na starym cmentarzu katolickim w Wałczu, sporządzony przez Królewskiego Krajowego inspektora Budowlanego S. Hoffmana (1907 r.).

Wykaz materiałów:

1. Lokacja Wałcza według Edwarda Raczyńskiego
2. Wałcz w „Starożytnej Polsce”
3. O spaleniu miasta Wałcza w roku 1380
4. O wałeckim zamku
5. Dokument z archiwum rodziny von Uchtenhagen
6. Marta w „Słowniku historyczno-geograficznym ziem polskich w średniowieczu”
7. Kościół katolicki p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Tucznie
8. Akt poddaństwa grododzierżców wałeckich z 14 czerwca 1406 roku
9. Zatwierdzenie przywileju Hermana von Weberga, preceptora generalnego Zakonu Szpitalników Jerozolimskich św. Jana dla Saksonii, Marchii i Pomorza z roku 1361 na dobra Piaseczno, Karsibór i Siemczyno, służący szlachetnym Golczom. Wyciąg z Akt Grodzkich Wałeckich pod rokiem 1554
10. „Skarga na Generała” z roku 1563
11. Zamek Drahim w „Lustracji województw wielkopolskich i kujawskich 1564-1565”
12. Rezydencya jezuicka w Wałczu
13. Opis wałeckiego zamku w inwentarzu folwarku starościńskiego z roku 1619
14. List księcia pomorskiego Ulryka do burmistrza Jastrowia Petera Kadowa z roku 1619
15. „Procesje muzyczne” w Wałczu
16. O lokacji tzw. nowego miasta w Wałczu
17. Relacja posła księcia Bogusława XIV z podróży do Wielkopolski w roku 1633
18. Donacje dziewięciu poddanych oraz syna kmiecia z lat 1644 i 1757
19. „Ceremoniał żałobny” Jana Gostomskiego, starosty wałeckiego w latach 1593-1623, fundatora rezydencji jezuickiej w Wałczu (1649 r.)
20. Polacy z Karsiboru i Człopy w księdze „Pedagogium szczecińskiego”
21. Zatargi mieszczan wałeckich ze szlachtą w roku 1651
22. Rozruchy chłopskie w Sypniewie w roku 1651
23. „Potop szwedzki” w Wałczu i okolicy (1655-57)
24. Pod Drahimem i w Czaplinku „Roku Pańskiego 1658”
25. Uniwersał właściciela dóbr człopskich Kazimierza Lanckorońskiego z roku 1660
26. Raków według inwentarza z 1668 roku
27. Wyciąg ze skargi sołtysów starostwa drahimskiego na urzędników elektora brandenburskiego z powodu systematycznego wzrostu ucisku podatkowego, skierowany do króla Polski (Wałcz, 18 marca 1677 r.)
28. Statut cechowy krawców wałeckich z roku 1687
29. Sędziowie kapturowi sejmiku województwa poznańskiego i kaliskiego z siedzibą w Wałczu (27 lipca 1696 r.)
30. Wałecka szkoła i szpital według Józefa Łukaszewicza
31. Kontrakt narzeczeński, zawarty w Wałczu w roku 1740
32. Dokument dotyczący kwestii żydowskiej z roku 1757
33. „Ciężary pańszczyźniane” w Karsiborze i Miłogoszczy w roku 1759
34. Taryfa mostowego i grobelnego powiatu wałeckiego w województwie poznańskim z 1767 r.
35. Zarządzenie barona Fryderyka Wilhelma von Blanckenburga (Mirosławiec, 5 listopada 1769 r.)
36. Właściciele zamku w Tucznie
37. Wychowawcy Szkoły Kadetów w Słupsku
38. Sylwetka Krzysztofa Hilarego Szembeka w „Znakomitych mężach polskich”
39. Wiesiółka według radcy Deputacji Kamery Wojennej Spaldinga w roku 1772
40. O figurce Matki Boskiej Skrzatuskiej w kronice ks. Andrzeja Delerdta (1777 r.)
41. Opis Wałcza według Joachima Goldbecka z roku 1789
42. Jan Ignacy Bocheński
43. Opis powiatu wałeckiego według Augusta Carla Holschea z roku 1793
44. List prefekta Józefa Dalskiego do króla pruskiego w sprawie budowy gimnazjum w Wałczu (Kwidzyń, 12 luty 1796 r.)
45. List proboszcza z Tuczna księdza Riebschlagera do pułkownika F. Garczyńskiego (Tuczno, 27 styczeń 1807 r.)
46. Ks. Marcin Junke z Freudenfier
47. Instalacje księży na stanowiska kościelne w dekanacie wałeckim według stanu z roku 1829
48. Opis powiatu wałeckiego z roku 1841
49. Ludność z rejonu Wałcza w powstaniu styczniowym (1863-1864)
50. „Zabobony pogańskie” w Wałczu według Oskara Kolberga (1877 r.)
51. XIX-wieczne materiały kartograficzne do dziejów Marcinkowic (Marzdorf) i Tuczna (Tütz)

Wybrany dokument zamieszczony w „wypisach źródłowych”:

Wyciąg ze skargi sołtysów starostwa drahimskiego na urzędników elektora brandenburskiego z powodu systematycznego wzrostu ucisku podatkowego, skierowany do króla Polski (Wałcz, 18 marca 1677 r.)

Actum in castro Valcensi feria quinta post dominicam reminiscere quadragesimalem proxinam anno domini millessimo sexcentesimo septuagesimo septimo
Do urzędu i ksiąg grodzkich wałeckich, publicznie przystąpiwszy uczciwy Marcin Mitelszted ze wsi Ceminy, swym i innych imieniem: Jakub Isberner ze wsi Worowo, Jan Kalisz i Jan Ditberner ze wsi Kalemberk, Michał Beyke ze wsi Bulgrin, Krystian i Franciszek Ditbernerowie ze wsi Huta, Eggert Czastro i Krystian Gerge ze wsi Lippenfir, Piotr Kalisz, Jakub Buse, Ertman Asmus i Jerzy Ditberner ze wsi Kluszewo, Jerzy Ditberner i Piotr Buske ze wsi Prosin, Dawid Leyskow i Piotr Wize ze wsi Jonno, Jan Będelin, Simon Wieze i Paweł Ditberner ze wsi Nowa Wieś, Jan Splitgarbe, Piotr Splitgarbe, Krystian Teske i Krystian Falke ze wsi Hamer, Ertman Teske, Jakub Keszke i Krystian Stojke ze wsi Pieła (Schneidemülle), Jan Rebitz ze wsi Cyhry, Jerzy Wize, Jachim Buse, Michał Hintz ze wsi Wielka Szwartensee, Michał Dannicht, Ertman Konig, Krystian Meger i Jakub Dannicht ze wsi Polempol, Marcin Stake i Jerzy Radke ze wsi Beberdik, Henryk Tedaw i Ertman Thom ze wsi Rakowo, Eggert Leu, Krystian Moyke, Eggert Szweder, Krystian Dumke i Jan Dumke ze wsi Lubowo, Jan Hincz i Marcin Hincz ze wsi Nebliny, Jachim Hundt i Krystian Hundt ze wsi Szarpensort, Wawrzyniec Bort, Jakub Bort i Piotr Guczmer ze wsi Flakense, Jerzy Welczko ze wsi Dobrzyca, Ertman Mulke i Daniel Mulke ze wsi Małe Szwartzensee, starostwa drahimskiego, powiatu wałeckiego, sołtysi wolni i za przywilejami J.K.M[oś]ci w starostwie drahimskim od siła lat zostający swym i innych pozostałych w domu imieniem. Nie mogąc dłużej ciężkich, a co raz nowowymyślnych cierpień krzywd i uciążenia, któremi na prawo, słuszność i przypomożenie ubóstwa przez dozorce Kurfirsta J.M. Brandenburskiego premuntur, a nigdzie zadnego nie mając recursu na użalenie się tych to swych oppressyi, chyba z większym swym u dworu Kurfirsta J[eg]o M[o]ści kosztem i stratą: ostatnią tedy swoją na oko widzą ruinę, kiedy nadzwyczajne czynsze, które corocznie każdy z nich do zamku płaci, przymusowo ich dać co rok osmset talarów twardych (oprocz miasta Czaplinka), które co rok do skarbu Kurfirsta J.M[o]sci wydawać muszą, tudzież stacyjnych pieniędzy, których przed tym nigdy nie dawali, roku przeszłego sto talarow dobrą monetą dać musieli, a do artylerii kurfirsztowej dziewięć koni i trzech pachołków z munderunkiem, która wyprawa ich z miastem pospołu kosztowała trzysta talarów twardych, więc na wszelki zwyczaj i nigdzie niesłychanej oppressej sposób. Gdy kto z gospodarzów, abo z gospodyn w którymkolwiek domu umrze, successores onych dziesięć talarów dobrej monety in instanti do zamku drahimskiego dawać muszą, jakoż de facto dawają. Aleć i na tym niedosyć, aby wszelakim wymyślnym sposobem ubogich ludzi ciemiężono, rozkazano, aby ciż poddani piechocie na praesidium w Drahimiu leżącej, pościel do wczasowich sprawili, co ich trzysta złotych dobrej monety kosztowało. Role zaś ich i grunty uprzywilejowane (do Drahimia według upodobania swego onym zabierają i na pożytek swój obracają). Teraz zaś świżo przez konsyliarza J.M. umyślnie na to cum potenti executione zesłanego sami tylko comparentes sołtysi, i procz innych poddanych do dania nowej kontrybucji, to jest dwutysięcy złotych dobrej monety coguntur, i żeby to in sequentes annos procz wyżej opisanych pensyi płacić byli gotowi deklaratią otrzymali. Zabiegając tedy tej swej ostatniej minie chcąc się jeszcze kiedykolwiek do przysięgi Rzeczypospolitej cało zachować i z domów swych nie uchodzić, co by uczynić im przyszło, gdyby od tego uwolnieni być nie mieli. Naprzod do publicznego tego tu miejsca, to jest urzędu grodzkiego wałeckiego na poprzysiężenie tych swoich krzywd udawszy się po tym do nóg Majestau Jego Król. M[o]ści jako własnego pana i protectora swego i całej Rzptej o te swoje dolegliwości i nieznosne krzywdy uciec się deklarowali. Prosząc pomienionego urzędu grodzkiego wałeckiego, aby jurament tych co swych krzywd i exactey od nich przyjął i do ksiąg niniejszych wpisał, których affectatiej jako słusznej i z prawa wolnej i urząd niniejszy grodzki dosyć czyniąc, tenże jurament od nich przy obecności waźnego in eam notham.
Przysięgamy Panu Bogu Wszechmogącemu w Trócy św. jedynemu, iż to wszystko cośmy w zwysz położyli, to jest cośmy pieniędzy gotowych wydać musieli i teraz nam wydać kazano i wszystkie te wzwyż opisane opressie nasze, które ponosimy od namiestników Kurfirsta J[ego]. M[o]ści, i prawdziwie są spisane i tu connotowane i niceśmy więcej do nich nie przyłożyli Deo omnipotente, et sancta Jesu Christi Filij eius passione ita ipsos adiuvante od nich uczyniony i realiter wykonany przyjął i autenthice im wydał.
Ex protocoll[o] castren[si] cap. Valcensis.
Gorecki

Dodano: 03-04-2017

Sylwetki naszego regionu

  Klara Andresen z Rederitz (Nadarzyce).

Dodano: 01-04-2017

Polowanie na wroga

Wracałem do domu, było ciemno. Przechodziłem przez bramę, gdy nagle poczułem lufę pistoletu na żebrach. W areszcie przeżyłem koszmar, jeden z funkcjonariuszy stosował wobec mnie metodę podkuwania. Polegała ona na biciu po piętach metalowym prętem powleczonym gumą. Chorowałem na szkorbut, straciłem wszystkie zęby, miałem połamane palce, które tłuczono mi bibularzem. Przyznałem się do nielegalnego posiadania broni, gdy kazano mi spojrzeć przez okno, pod którym spacerował mój ojciec. Wtedy usłyszałem: albo się przyznasz, albo twojego ojca wsadzimy do więzienia.

  Wiosną 1949 r. do aresztu śledczego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Wałczu, który mieścił się przy ul. Żymierskiego (ob. Okulickiego), trafili młodzi chłopcy w wieku 17-18 lat. Oficerem śledczym w wałeckim UBP był Władysław Z., który przesłuchiwał skazanych, stosując wobec nich przemoc fizyczną i psychiczną. W dniu 19 września tr. siedmiu chłopców z Państwowego Liceum w Wałczu stanęło przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Szczecinie, który skazał ich na karę bezwzględną pozbawienia wolności oraz ciężką pracę w kopalniach węgla.
  Jeden z chłopców Bogdan S. miał broń. Jeden pistolet przywiózł z Grodna, drugi znalazł w poniemieckim bunkrze. Bogdan, jak wszyscy chłopcy w jego wieku, lubił przechwałki, lubił imponować kolegom. Pokazał komuś pistolet, z kimś innym poszedł nad jezioro trochę postrzelać, jeszcze komuś innemu zaproponował sprzedaż. Miał do kolegów zaufanie. Wiedział, że za nielegalne posiadanie broni groziło więzienie. Czy wszyscy z owej siódemki skazanych licealistów wiedzieli kto ich zdradził? Czyje doniesienie do PUBP zaważyło o ich losach? Bogdan S. wiedział na pewno. Przyszedł do Czesława K. w święto Matki Boskiej Gromnicznej, 2 lutego 1949 r. Był na rauszu, nie pamiętał później o czym rozmawiali, co mówił. Dobrze zapamiętał jednak to, co następnego dnia powiedział mu Czesiek. – Niestworzone rzeczy wygadywałeś. I jeśli ktoś słyszał to wszystko stojąc pod oknem, i jeśli dojdzie to do UB, to możesz mieć przykrą sprawę. W razie czego nie miej do mnie pretensji.
  Czesław K. najpierw sporządził poufną notatkę, a kilka dni później, już podczas oficjalnego przesłuchania, nie zostawił na koledze suchej nitki. Zeznał, że Bogdan wyzwał go od komunistów, nazwał sługusem sowietów i Bieruta, który sprzedał Polskę Stalinowi. Podpity Bogdan miał również zaapelować do obecnych w mieszkaniu Czesław K. kolegów: - Chłopcy, nie słuchajcie tego, co wam mówią te skur..., to propaganda sowiecka, ja ich już dobrze znam. Czesiek uznał też za stosowne poinformować przesłuchującego go oficera, że Bogdan ukrywa broń palną, którą od czasu do czasu pokazuje przyjaciołom ze szkolnej ławy. Siostra Bogdana S. wspominała po latach: - Przyszli do nas wieczorem, mama bardzo płakała. Bogdan próbował wszystko bagatelizować, śmiał się i mówił: nie płacz, ja wrócę. A oni na to: śmiej się, śmiej, u nas będziesz płakał krwawymi łzami. Odwiedziłyśmy go dwa razy. Tego nie da się opowiedzieć. Gdy odwiedziłam brata po raz pierwszy, jego twarz była sina i spuchnięta. Żartował, że z kolegami w celi ćwiczył boks. Za drugim razem widziałam, że miał powyrywane paznokcie i oderwany kawałek ucha.
  Oprócz Bogdana S. skazany został także Marian B. Do rąk Mariana trafiły dwie sztuki broni palnej: mauzer i parabellum, które kupił od Bogdana. Broń krążyła z rąk do rąk. Mauzerem cieszył się przez kilka dni Felicjan S., potem Jerzy B. i Józef H. Parabellum natomiast najpierw Zdzisław M, potem Tadeusz Z. Wszyscy wymienieni trafili również do aresztu. Józef H. wspominał: - Mauzera dostałem od Jurka za darmo. Przechowywałem go krótko, po jakimś czasie, gdy Bogdan S. siedział już w areszcie, poszedłem do księdza Eustachego i on poradził mi, żebym pistolet wrzucił do jeziora. Tak zrobiłem.
  Bogdan S. zatrzymany został 3 marca 1949 r. Dzień wcześniej Zarząd Powiatowy Związku Młodzieży Polskiej podjął uchwałę o wykluczeniu Bogdana ze swoich szeregów. W uzasadnieniu czytamy: – Bogdan S. wstąpił do organizacji po to, by szkodzić, rozbijać jedność młodzieżową. Kolega S. jest notorycznym pijakiem, leniwy w nauce oraz klerykalny. Siostra Bogdana S. wspominała: - O tym, co przeszedł mój brat, dowiedziałam się dopiero po jego wyjściu z więzienia. Kazano np. wybierać mu jedną z wiszących na ścianie półek, i tą właśnie półką okładano go po głowie. Kazano mu także wieszać się na drzwiach, które po chwili powoli zamykano gruchocząc mu palce. Bogdan S. poznał także tajemnice pomieszczenia o nazwie śledź. Była to niska piwnica, w której można było tylko leżeć, a z sufitu nieustannie kapała woda. W połowie maja Władysławowi Z. udało się złamać Bogdana.
  Marian B.: - Przetrzymywano nas w nieludzkich warunkach: w zimnej piwnicy bez okien, gdzie zapalano światło tylko na czas posiłków. Dostawaliśmy tylko czarny chleb, kawę zbożową i cienką zupę. Przesłuchania trwały godzinami. Próbowano rozwiązać nam języki przy pomocy wyrafinowanych tortur. Najczęściej sadzano mnie na odwróconym stołku, tak, by noga stołka wbijała się w kiszkę stolcową. Nie zliczę, ile zrobiłem tam przysiadów, ile skoków żabką. Najbardziej okrutny z przesłuchujących był młody funkcjonariusz, Włodzimierz Z.
Wszyscy chłopcy stanęli przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Szczecinie, który zarządził rozprawę na sesji wyjazdowej w Wałczu. Odbyła się w gmachu Komitetu Powiatowego PZPR, przy pełnym nagłośnieniu, w obecności wielu licealistów i dorosłych mieszkańców Wałcza. „Głos Szczeciński” zamieścił relację z procesu opatrzoną tytułem „Otoczyć młodzież opieką, odciąć ją od wrogów Polski Ludowej”. Oto jej fragment: - Młodzież ta stanęła pod zarzutem dokonania szeregu przestępstw szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa. Cztery pistolety, jeden karabin, duża ilość amunicji i wymierzona przeciwko władzy ludowej działalność – oto dowody przestępstw tych chłopców.
  O łaskę darowania kary zwrócił się do prezydenta Bieruta ojciec Bogdana S. w maju 1950 r. – Pisze do Pana Prezydenta inwalida wojenny Jan S. Zwracam się do Obywatela Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, który najlepiej rozumie niedolę, nieszczęście i rozpacz żołnierza-inwalidy, ażeby przez swą łaskę zwrócił mi syna, którego będę się starał dalej wychowywać dla dobra Naszej Polski Ludowej. Mniej więcej takiej samej treści podanie zaadresował do marszałka Konstantego Rokossowskiego. Rodzice Mariana B. również szukali nadziei w Warszawie. Wszystkie pisma niezmiennie kierowano do Wojskowego Sądu Rejonowego w Szczecinie, a sąd odpowiadał tak: - Prośby o ułaskawienie B. i S. pozostawić bez biegu. W uzasadnieniu czytamy: ze względu na charakter popełnionych przestępstw prośby nie zasługują na uwzględnienie.
  Podczas gdy Bogdan S. i Marian B. odsiadywali swoje wyroki, Władysław Z. (oficer śledczy PUBP w Wałczu) żył spokojnie i dostatnio. Robił karierę w aparacie bezpieczeństwa. Przełożeni chwalili go za duże poczucie odpowiedzialności, sporą samodzielność i inicjatywę, przebiegłość i dalekowzroczność w pracy operatywnej. Dostawał nagrody, odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, awansował na stanowisko kierownika Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego w dużym mieście na wybrzeżu. Ze służby odszedł w 1968 roku...

dr Przemysław Bartosik

Dodano: 23-03-2017

Spojrzenia regionalne

Kościół na zamku

  W dniu 23 sierpnia 1821 roku papież Pius VII wydał bullę pod nazwą De salute animarum, na mocy której biskupstwa warmińskie i wrocławskie zostały wyłączone z metropolii gnieźnieńskiej i poddane bezpośrednio stolicy apostolskiej. Diecezję poznańską złączono wtedy w jedną całość z gnieźnieńską. W roku 1921 na mocy specjalnego zarządzenia Watykanu utworzono w Tucznie, a następnie przeniesiono do Piły tzw. administraturę apostolską.
  Pierwotnie siedzibą delegatury arcybiskupiej miało być miasto Meseritz (Międzyrzecz). Prałat Weimann pertraktował latem 1920 roku z miejskimi władzami i stowarzyszeniami o przyznanie na ten cel budynku, który miałby przyjąć pod swój dach nową władzę. Miejski instytut szkolny (Präparandenanstald) nie nadawał się widocznie na siedzibę delegatury, skoro pertraktacje te nie doszły do skutku. Rozmowy w Międzyrzeczu utorowały jednak linie prawne do dalszych działań.
  W rezultacie kolejnych rozmów rząd poczynił nowe propozycje w tym zakresie. Kolejnymi siedzibami do wyboru były: klasztor Paradies, zamek Behle oraz zamek w Tucznie. Ostatecznie zdecydowano się na Tuczno (Tütz). W ostatnim tygodniu listopada 1920 roku zostały poczynione ostatnie kroki do przyjęcia delegatury. Początkowo zamek „Tuczyńskich” nie mógł oddać żadnych nadających się pomieszczeń, ponieważ w dostępnych pokojach były umieszczone meble uciekinierów z Polski, a po części mieszkały tam rodziny uciekinierów. Założenie delegatury zostało więc w ostatniej chwili poddane w wątpliwość. Mieszkańcy Tuczna nie chcieli jednak zmarnować okazji do założenia administracji kościelnej w swoich murach. „Szare siostry” od świętej Elisabeth oddały trzy małe pomieszczenia w celach mieszkalnych. Adenburger Remer umieścił w swoim domu, który leżał naprzeciwko klasztoru – kancelarię i oddał do dyspozycji swój pokój jako „poczekalnię”.
  Jak podają materiały „30 listopada prałat Weimann udał się jako nowo mianowany delegat arcybiskupi w towarzystwie predendara Besselt’a z kościoła franciszkanów w Poznaniu do Tuczna”. Akty czterech niemieckich dziekanatów: Bomst (Babimost), Deutsch Krone (Wałcz), Schneidemühl (Piła) i Fraustadt (Wschowa), zostały przewiezione samochodem ciężarowym. Podróż przebiegała dobrze. Przy przejściu granicznym Ulsch (Usch) nastąpiła jednak rewizja, gdzie kazano przeładować wszystkie akty pod surowym nadzorem. Ludność Tuczna oczekiwała na dworcu przybycia prałata Weimanna. „... Wszystkie kroki do godnego przyjęcia zostały podjęte. Samochód, kierowany przez doświadczonego kierowcę, zbliżał się do Piły. Blisko przed Piłą samochód wpadł na pełnych obrotach na stojący po prawej stronie jezdni nieoświetlony wóz drabiniasty, o którego tylne lewe koło zahaczono i które zostało doszczętnie roztrzaskane. Zderzenie było tak mocne, że koło zapasowe samochodu potoczyło się kilka metrów w pole. Kierowcy udało się w ostatnim momencie zahamować samochód na zewnętrznej lewej stronie jezdni. Pasażerowie wyszli z tego przestraszeni i z niewielkimi skaleczeniami. Znowu nastąpił dłuższy nieoczekiwany postój...”.
  W międzyczasie w Tucznie panowało duże przerażenie, ponieważ uroczysty wjazd delegata na dworcu nie odbył się o planowanej porze. Dopiero o 7°° wieczorem burmistrz mógł być powiadomiony, że nadejście delegata nastąpi około 9°°. Podróż odbyła się przez Arnswelde (Choszczno). Przy bramie miasta przyjazdu oczekiwała ochotnicza straż pożarna, która następnie udała się z płonącymi pochodniami w pobliże klasztoru. Na uroczystej procesji delegatowi towarzyszyło duchowieństwo miejskie, duchowna Bork oraz wikariusz Klemt, witany przez proboszcza i burmistrza Thielemanna serdecznymi słowami. Chór kościelny przywitał delegata wykwintnymi piosenkami. Weimann dziękował słowami pełnymi poruszenia, a „ludzie płakali z radości, że miastu Tuczno było wolno przyjąć pierwszego arcybiskupiego delegata”. Nikt w okręgu wałeckim nie chciał wierzyć, że Tuczno zostało siedzibą delegatury arcybiskupiej. Wg materiałów „pierwszym pomocnikiem, który wstąpił w służbę kancelarii delegatury był Joseph Stlanwitter – nauczyciel uchodźca”.
  Problemy założenia delegatury rosły jednak z dnia na dzień. Odnosiły się one przede wszystkim do zapewnienia delegaturze środków finansowych i przyznania jej praw korporacyjnych. Weimann pertraktował w tych sprawach z radcą ministerialnym Niehrmannem, prezydentem prowincji von Bülowem oraz radcami rządowymi Hoffmannem, Rochollem i Nordmannem. Pod koniec października 1921 roku zaprzestano starań i po dwóch miesiącach delegat znalazł mieszkanie w najstarszej części zamku.
  Dnia 1 kwietnia 1922 roku znajdująca się do tego czasu w domu Remer’a kancelaria, została umieszczona w pomieszczeniach zamku. Z niewykorzystanych pomieszczeń ówczesnego urzędu zostało utworzone mieszkanie dla Prebenbara. Problem z lokum delegatury został niejako rozwiązany. W sierpniu 1922 roku włączono do administracji apostolskiej w Tucznie dziekanaty: Flatow (Złotów) i Schlochau (Człuchów). Następnie administraturę apostolską przeniesiono do Schneidemühl (Piły). Administracyjnie nadal należała ona do diecezji poznańskiej i podlegała polskiemu arcybiskupowi w Poznaniu. Dopiero w roku 1929 udało się Niemcom uzyskać od Watykanu zgodę na wyłączenie administratury pilskiej spod zwierzchnictwa arcybiskupa poznańsko–gnieźnieńskiego i podporządkowanie jej bezpośrednio papieżowi.

Twierdza zakonna nad jeziorem Krosino

  „Zamek” nad jez. Krosino wykorzystywano w latach wojny dla szkolenia nazistowskiej młodzieży. Tu zorganizowano jedną z tzw. szkół Adolfa Hitlera (Adolf Hitler Schule), stanowiących wstępny etap wychowania przyszłej elity władzy. Taka szkoła znajdowała się również do roku 1945 w Człopie.
  Opracowując plany budowy Wielkiej Rzeszy hitlerowcy przygotowywali się równocześnie do uformowania nowej, oddanej w pełni narodowemu socjalizmowi elity władzy. Ta przyszła nazistowska arystokracja miała być dobierana szczególnie starannie z zachowaniem zasad polityki rasowej. W ten sposób zrodziła się idea ośrodków szkoleniowych, tzw. Ordensburgów („twierdz zakonnych”). Ośrodki rozlokowano w rejonach nadgranicznych: pierwszy w Nadrenii (Ordensburg Vogelsang), drugi w Bawarii (Ordensburg Sonthofen) i trzeci na Pomorzu nad jez. Krosino koło Złocieńca (Ordensburg Crössinsee). Czwarty miał powstać w Malborku. Nauka w „twierdzach zakonnych” miała trwać trzy lata, co roku w innym ośrodku. Po zorganizowaniu Ordensburgu w Malborku zamierzano przedłużyć szkolenie do czterech lat i tam w siedzibie Zakonu Krzyżackiego zamykać edukację. Kandydatów typowały władze hitlerowskie z uwzględnieniem dotychczasowego wykształcenia (z reguły matura lub studia wyższe), odbycia tzw. Służby Pracy i służby wojskowej. Podstawowymi kierunkami kształcenia były: nauka o rasie, historia polityczna, filozofia, informacje o gospodarce i kulturze Trzeciej Rzeszy. W każdym z Ordensburgów zgromadzono ponad tysiąc kursantów (tzw. junkrów) zgrupowanych w trzech batalionach, liczących po 360 ludzi.
  Organizacja hitlerowskiego ośrodka szkoleniowego nad jeziorem Krosino miała charakter wyraźnie militarny. Na czele ośrodka stał komendant. Pierwszym komendantem był P. Eckhard, później funkcję tę pełnił Otto Gohdes. Kompanie dzieliły się na plutony po 40 ludzi, a każdy z nich na trzy drużyny po 13–14 osób. Wychowankowie poddani byli regulaminom opracowanym na wzór wojskowy. Na temat wojennych zadań Ordensburgu Crössinsee dowiadujemy się głównie z wydawanego w ośrodku w latach 1940–1944 miesięcznika „Die Burggemeinschaft”. Pismo było wydawane na zlecenie komendanta „zamku” Otto Gohdesa przez miejscowy Wydział Informacji Politycznej. Nakład 1400 egzemplarzy drukowano w Kreisdruckerei G. Müller w Drawsku. Poza informacjami o zadaniach i życiu mieszkańców „zamku” miesięcznik zamieszczał artykuły poświęcone wybranym zagadnieniom międzynarodowym np. problemom Irlandii, Japonii, świata arabskiego a także niemieckich przesiedleńców ze wschodu.
  Zarządzeniem Reichsorganisationsleitera Roberta Ley,a z 16 maja 1941 roku, ośrodek nad jeziorem Krosino uzyskał nową oficjalną nazwę NS–Ordensburg „Die Falkenburg am Crössinsee” („Sokoli zamek nad jez. Krosino”). Wobec rosnących zadań ośrodek nieustannie rozbudowywano. Bezpośrednio przed wybuchem wojny przy jego rozbudowie stale pracowało 600 ludzi. Po przeprowadzonej latem 1939 roku mobilizacji pozostało 150 osób. Ekipę tę szybko zasilono jeńcami wojennymi. Najpierw na jesieni 1939 roku zapędzono głównie do prac ziemnych na terenie Ordensburgu 75 polskich jeńców wojennych, do których dołączono latem 1940 roku około 150 jeńców francuskich, wysoko wykwalifikowanych pracowników przemysłu budowlanego.
  Od wybuchu wojny z Polską ośrodek nad jez. Krosino wykorzystywany był jako szpital wojskowy, przyjmując transporty rannych żołnierzy Wehrmachtu najpierw z Polski a później w 1940 roku z Belgii, Holandii i Francji. Ostatni ranni opuścili Ordensburg w początkach stycznia 1941 roku. „Zamek” wykorzystywano również w latach wojny dla szkolenia nazistowskiej młodzieży. Tu zorganizowano jedną z tzw. szkół Adolfa Hitlera (Adolf Hitler Schule), stanowiących wstępny etap wychowania przyszłej elity władzy. Taka szkoła znajdowała się do roku 1945 w Człopie. Pod koniec wojny w szkole mieścił się szpital. Obecnie budynek ten jest siedzibą Szkoły Podstawowej oraz Publicznego Gimnazjum.
  W Ordensburgu Crössinsee organizowano także obozy selekcyjne dla kandydatów do Adolf Hitler Schule pochodzących z Pomorza Zachodniego. Odbywały się tu również specjalne kursy dla volksdeutschów, którzy znaleźli się w latach wojny w rezultacie hitlerowskich przesiedleń w granicach Wielkiej Rzeszy. Już w roku 1941 szkolono tu przez trzy tygodnie 650 volksdeutschów. Organizowano też w ośrodku szkolenia aktywistek z Bund Deutsche Mädel i kursy dla kierowników akcji obozowej Kinderlandverschickung, w ramach której gromadzono dzieci w wieku lat 10–14, wykorzystując ją do narodowosocjalistycznego szkolenia.
  W ostatnich miesiącach wojny „zamek” stał się na pewien czas kwaterą Heinricha Himmlera. Z luksusowej willi wydawał Himmler rozkazy mające zatrzymać ofensywę Armii Radzieckiej i Wojska Polskiego. Wraz z ucieczką Reichsführera SS skończyły się dziewięcioletnie dzieje „sokolego zamku” nad jez. Krosino, który miał szkolić elitę „Tysiącletniej Rzeszy”.

Straszny starzec

  Ernest Kluegel miał 86 lat. Mieszkał w swoim majątku w okolicach Wałcza wraz z żoną, siedemnastoletnią wnuczką i synem – inwalidą wojennym, który raniony został na froncie wschodnim w 1942 roku. Kluegel nie wierzył hitlerowskim komunikatom o sytuacji na froncie. Nie wierzył, że Niemcy uciekają z Rosji, że Armia Czerwona jest już w Polsce, w Niemczech. Wierzył natomiast, że hitlerowcy dysponują „siłami nadprzyrodzonymi”. Zawsze i wszędzie stawiał za wzór siebie, szczycąc się tym, iż potrafi dowodzić batalionem – jak mówił – „hołoty składającej się z Rosjan, Polaków, Francuzów”, którzy u niego pracowali.
  Kluegel bił syna (ten nie miał nóg i jednej ręki) za to, że opowiadał o froncie wschodnim. Nie dawał obiadu wnuczce, gdy ta opowiadała o grozie bombardowań Hamburga. Pewnego razu zbił staruszkę–żonę za to, że przewidując koniec III Rzeszy – wyjechać chciała do Bawarii. Kiedy Kluegel dowiedział się, że Armia Czerwona jest już blisko, wysłał na zwiad jedną z niemieckich dziewczyn. Dziewczyna wróciła szybko z wiadomością, że jeszcze tego samego dnia przyjdą Rosjanie. Starzec wezwał fryzjera i kazał się ogolić. Następnie udał się do pokoju obłożnie chorej żony. Wypił z nią kawę i zamienił kilka grzecznościowych zdań. Po dwóch godzinach żona zmarła. Lekarz (Francuz) stwierdził, że zgon nastąpił na skutek zatrucia. Syna poczęstował starym reńskim winem. I ten wkrótce zmarł. Wieczorem wezwał Niemki, które u niego pracowały i oświadczył, że należy pozbyć się wszystkich obcokrajowców i podpalić posiadłość. Kazał dziewczynom podsunąć im truciznę, albo użyć broni.
  Plany „zbrodniarza” zostały pokrzyżowane dzięki wejściu do pokoju dwóch jego dotychczasowych "niewolników": Francuza Jeana i Rosjanki Nadii. Kluegel począł strzelać do nich z pistoletu. Na odgłos wystrzałów robotnicy wtargnęli do pałacu i obezwładnili fanatyka. Kilku Francuzów i Polaków odniosło przy tym rany. Jak odnotowano w jednym z opracowań: „Kluegel poniósł zasłużoną karę. Został natychmiast powieszony na drzewie przed pałacem”.

Ochotnicza Straż Pożarna w Dobinie

  Dobino zostało opuszczone przez Niemców 27 stycznia 1945 r. Przyjmuje się, że 12 albo 13 lutego miejscowość znalazła się w rękach Rosjan, którzy zajęli wszystkie zabudowania w tym budynek przyszłej remizy strażackiej. Początkowo na miejscu remizy zorganizowano łaźnię, która służyła żołnierzom radzieckim oraz przybywającym do miejscowości Polakom. Po opuszczeniu wsi przez Rosjan podjęto decyzję, że na miejscu łaźni powstanie remiza. Oficjalnie Ochotnicza Straż Pożarna w Dobinie została założona w 1946 roku. Organizatorami jednostki był ówczesny Powiatowy Komendant Straży Pożarnej w Wałczu Złocki oraz druhowie Jan Sawicki, Ludwik Michalik oraz Antoni Kowalski. Pierwszym prezesem został Jan Sawicki, komendantem Antoni Kowalski, sekretarzem Piotr Kielar, skarbnikiem Ludwik Michalik, natomiast funkcję gospodarza pełnił Stanisław Kułaga. Do straży należało wówczas kilkunastu członków. W 1948 r. strażacy pozyskali z Czechynia sikawkę ręczną, która służyła do gaszenia pożarów. W początkowym okresie działalność organizacji była jednak słabo zorganizowana i nie przejawiała większej aktywności. Takie były początki...
  W kwietniu 1950 r. odbyło się zebranie wiejskie w Dobinie, na którym omówiono działalność miejscowej straży. W wyniku głosowania nowym prezesem został Piotr Muzyczka, zastępcą prezesa Jan Kwaśniewski, komendantem Władysław Bera, sekretarzem Jan Sawicki, skarbnikiem Jan Królik, gospodarzem Ludwik Michalik, natomiast na trębacza powołano Zdzisława Pecyniskiego. Do straży wstąpiło kilku nowych członków. Statut organizacji został zatwierdzony przez Powiatową i Wojewódzką Komendę Straży Pożarnej w Koszalinie. Niebawem zorganizowano zabawę taneczną, z której dochód (18 tys. zł) przeznaczony był na zakup węży i kół do sikawki. W późniejszym okresie zdobyto koła z poniemieckich dział, które przerobiono w Wałczu za kwotę 45 tys. zł. Strażacy zakupili również 9 kombinezonów oraz 9 hełmów, przerobionych z niemieckich wojskowych. W kwietniu 1951 r. Ochotnicza Straż Pożarna z Dobina wzięła udział w pokazach strażackich, zorganizowanych w Wałczu przy ul. Kilińszczaków. Jednostka otrzymała pochwałę za sprawność i dobre wyszkolenie. W tym czasie strażacy podjęli współpracę z O.S.P. z Witankowa, Chwiramu i Różewa. W 1952 r. przystąpiono do przebudowy remizy, której podjęli się w czynie społecznym strażacy. W tym samym roku podczas manewrów rejonowych w Wałczu jednostka z Dobina zdobyła II miejsce, otrzymując w prezencie 10 pasów bojowych oraz 10 toporków. Do straży należało wówczas 17 członków. W 1953 r. funkcję komendanta O.S.P. w Dobinie przejął Gędron Pecyniski. W 1954 r. jednostka otrzymała od Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Koszalinie motopompę z pełnym wyposażeniem. W 1958 r. na zebraniu sprawozdawczo-wyborczym dokonano wyboru zarządu O.S.P. w Dobinie, który przedstawiał się następująco: Walerian Wolny – prezes, Józef Domagała – wiceprezes, Zdzisław Michalik – sekretarz, Józef Mrozowski – gospodarz, Władysław Mierzwa – skarbnik, Władysław Bera – naczelnik (komendant), Kisielewicz – z-ca naczelnika. Na zebraniu opracowano plan budowy świetlicy wiejskiej w Dobinie. Po otwarciu obiektu we wrześniu tr. Wydział Kultury w Wałczu przekazał świetlicy 102 krzesła i 12 stolików, natomiast Gromadzka Rada stół pingpongowy i biurko. Na podstawie kroniki wiadomo, że przy budowie świetlicy pomagali strażacy, którzy przepracowali 1266 godzin, natomiast mieszkańcy wsi (i ich konie!) 688 godzin.
  W 1960 r. zakupiono 16 mundurów drelichowych oraz pięć czapek oficerskich ze Szczecina. W tr. strażacy wyjechali do Skrzatusza i Dolaszewa, gasząc tam las oraz budynek mieszkalny. W 1963 r. Gminna Rada Narodowa w Wałczu ofiarowała jednostce syrenę, m.in. za dobre wyszkolenie bojowe. W tym samym roku strażacy wzięli udział w usuwaniu skutków wylewu dwóch jezior w Dobinie. W 1966 r. wprowadzono nowy system kontroli przeciwpożarowej. Wieś podzielono na 4 rejony, dla każdego rejonu przydzielono 3 strażaków z dowódcą. W 1969 r. rozpoczęto równanie placu ćwiczebnego koło remizy. W 1975 r. w wyniku reformy administracyjnej w Polsce O.S.P. w Dobinie zaczęła podlegać pod Zarząd Wojewódzki O.S.P. w Pile. W latach późniejszych również organizowano w Dobinie ćwiczenia bojowe. Przeprowadzano kontrole obiektów, odbywały się zabawy, występy oraz wieczorki, z których dochód przeznaczony był na działalność jednostki. Strażacy uczestniczyli także w wielu uroczystościach państwowych oraz religijnych, organizowanych przy miejscowym kościele. Skład ostatniego zarządu O.S.P. w Dobinie przedstawiał się następująco: Zenon Koper – prezes, Władysław Bara – z-ca prezesa, Kazimierz Matczak – sekretarz, Zdzisław Michalik – skarbnik oraz Józef Adamczewski – gospodarz. Jednostka O.S.P. w Dobinie funkcjonowała do połowy lat 80.

Strażacy przed remizą w Dobinie.

  Więcej informacji o historii miejscowych strażaków można odnaleźć w Kronice O.S.P. Dobino, założonej dn. 21 lipca 1976 r.

Z harcerskich kronik „Kornelówki”

  Wraz z rozwojem struktur szkolnictwa, kształtowały się podstawy działalności Związku Harcerstwa Polskiego. Uzależnione było to głównie od aktywności nauczycieli, ich zainteresowań, a także dotychczasowych doświadczeń. Generalnie brak jest opracowań dotyczących działalności związku na terenie powiatu wałeckiego w pierwszych latach powojennych. Na podstawie fragmentarycznych informacji stwierdzić można jedynie, że w latach 1945–1946 ZHP na pewno istniał na terenie powiatu wałeckiego. Jego głównymi ośrodkami były szkoły, zwłaszcza szkoły miejskie. Działalność prowadzona była głównie w terenie, jeżeli pogoda nie dopisywała zajęcia odbywały się w świetlicach szkolnych lub pokojach harcerskich.
  Pierwsze drużyny zuchowe i harcerskie funkcjonowały na terenie SP Nr 1 w Wałczu po II wojnie światowej, jednak słabe udokumentowanie ich działalności z pierwszych lat powojennych nie pozwala nam na dokładne poznanie tej tematyki. Wiadomo tylko, że pierwsza drużyna harcerska istniała w szkole w roku szkolnym 1945/46. Jej opiekunem był Józef Pruchniak. Sprawa ma się lepiej w latach 70 i 80, kiedy po latach zastoju zaczęły powstawać nowe drużyny grupujące coraz więcej młodzieży. Prowadzono w tamtym czasie kroniki, które odzwierciedlają po dziś dzień działalność poszczególnych drużyn.
  W latach 1949–56 aktywiści ZMP niejako z polecenia organizacyjnego opiekowali się drużyną harcerską w Szkole Podstawowej Nr 1. Instrukcja ZG ZMP z lutego 1949 roku określała, że terenem pracy ZHP jest szkoła podstawowa. Rozkaz NZHP z 10 marca 1949 roku ustalił wiek 7–15 lat dla młodzieży harcerskiej. Zarządzenie NZHP z 19 grudnia 1949 roku przekazywało sprzęt i wyposażenie komend hufców i chorągwi przedstawicielom zarządów powiatowych, dzielnicowych i wojewódzkich. Prezydium Zarządu Głównego ZMP podjęło decyzję o przejęciu kierownictwa nad ZHP. Ostateczne włączenie ZHP do ZMP nastąpiło 15. X. 1950 roku.
  W roku szkolnym 1972/73 decyzją Rady Pedagogicznej prowadzenie drużyny harcerskiej w Szkole Podstawowej Nr 1 zostało powierzone Krystynie Zmorzyńskiej, natomiast drużynę zuchową objęła Elżbieta Czerniawska. 12 Drużynę Harcerską im. gen. Karola Świerczewskiego zorganizowała Lucyna Wyszkowska. Powstały również dwie drużyny zuchowe oraz 14 Drużyna Harcerska im. mjr. Henryka Sucharskiego. Szczep liczył wówczas 6 drużyn skupiających 160 osób. W związku z dużą liczbą dzieci pojawiły się kłopoty związane z brakiem stałego pomieszczenia, w którym mogłyby odbywać się zbiórki. Próby urządzenia izb harcerskich w salach lekcyjnych skończyły się niepowodzeniem. Po długich dyskusjach wystąpiono z propozycją adaptacji na ten cel nie wykorzystywanego od lat korytarza podpiwnicznego.
  W zakres prac adaptacyjnych wchodziły roboty murarsko–tynkarskie, stolarskie, elektroinstalacyjne itp. Pierwszym zadaniem było opróżnienie pomieszczeń i przerzucenie ok. 20 ton koksu (część podpiwniczenia wykorzystywano wcześniej jako pomieszczenie na koks). Aby uzyskać fundusze na zakup najpotrzebniejszych materiałów (cegły, wapna, cementu) harcerze organizowali w tym czasie akcje zarobkowe. Uroczyste otwarcie harcówki nastąpiło w styczniu 1975 roku.
  Z rozpoczęciem roku szkolnego 1977/78 instruktorzy i harcerze szczepu podjęli się remontu harcówki. Przebudowano m. in. wejście z korytarza do sali kominkowej oraz kominek. 30 sierpnia 1977 roku odbyła się rada szczepu, na której dokonano wyboru komendy szczepu. W skład komendy wchodzili Wiesław Zielonka, Henryka Zowska, Regina Zimniewicz, Teresa Szrajber, Jerzy Żebrowski i Władysław Martuszewski. We wrześniu 1977 roku odbył się I harcerski rajd „Pożegnanie lata”, organizowany przez szczep Nr 1 w Wałczu. W rajdzie uczestniczyło około 300 harcerzy z województwa oraz grupy rajdowe z Wyszkowa i Skarżyska Kamiennego. Na III trasie pierwsze miejsce wywalczyły „Różne cudaki z jednej paki” ze szczepu Nr 1. Dnia 23. X. 1977 roku odbył się w Strącznie II rajd „Pieczonego barana”. Udział w rajdzie wzięły połączone zastępy „Cudaki” z 14 DH i „Rajdowcy” z 11 DH. Zastępy te zajęły I miejsce w piosence rajdowej. W listopadzie 1977 roku odbyły się 4 obietnice zuchowe: 3 DZ „Wędrujące Bratki”, 23 DZ „Wiewiórki”, 24 DZ „Pracowite Pszczółki”, 25 DZ „Kolorowe Motyle”. Każdy z zuchów aby przystąpić do obietnicy musiał wykonać 4 próby: siły, wysokości, dobrego kucharza i mądrości. W dniach 8–9 kwietnia 1978 roku zastęp rajdowy „Cudaki” z 14 DH im. mjr. H. Sucharskiego uczestniczył w rajdzie sprawnościowym „Dreptuś”, zdobywając w ogólnej klasyfikacji II miejsce. W maju 5 drużyn zuchowych przystapiło do ślubowania harcerskiego. Były to I DZ „Wesołe Krasnoludki”, 2 DZ „Słoneczka”, 4 DZ „Wesołe Niedźwiadki”, 20 DZ „Skrzaty”, 21 DZ „Polne Kwiaty”.
  Na XX jubileuszowym Ogólnopolskim Rajdzie Świętokrzyskim szczep SP Nr 1 reprezentował zastęp rajdowy „Motochody” z 13 DH im. R. Traugutta oraz zastęp rajdowy „Odciski” z kręgu instruktorskiego. I miejsce na trasie instruktorskiej zajął zastęp rajdowy „Odciski”. W dniach 30.IX–1.X 1978 roku na ziemi złotowskiej odbył się III Rajd Chorągwi Pilskiej. Szczep szkoły reprezentował zastęp rajdowy „Wędrowcy” z 4 DH im. J. Krasickiego oraz „Kajtusie” z 11 DH im. W. Wasilewskiej. Na trasie najlepsi byli „Kajtusie”, a w ogólnej klasyfikacji rajdu zajęli II miejsce. 15 stycznia 1977 roku do 5 DZ zostały przyjęte „Wesołe Kaczorki”. 16. X. 1978 roku w harcówce odbyło się uroczyste nadanie imienia dla 4 DH. Drużyna ta otrzymała imię Janka Krasickiego. 2 grudnia 1980 roku 3 DZ „Wędrujące Bratki” złożyła obietnicę i weszła w poczet ZHP. W roku 1981 tytuł Mistrzowskiej Drużyny Zuchowej otrzymała 4 DZ „Leśna Gromada”, którą opiekowała się Maria Żebrowska. W 1984 roku drużyna zajęła I miejsce w VII Festiwalu Śpiewających Drużyn. W grudniu 1985 roku odbył się VI Hufcowy Konkurs Recytatorski, którego organizatorem była 3 DZ „Wędrujące Bratki”. Oprócz dyplomów i nagród drużyna wydała gazetkę harcerską „Myśli” (zachował się Nr 6 pt. „Poezja Naszego Regionu”). 3 marca 1990 roku drużyna zuchowa „Małe Owady” zajęła II miejsce podczas Festiwalu Hufcowych Teatrzyków Zuchowych, natomiast 24 marca I miejsce w Hufcowym Festiwalu Śpiewających Drużyn.
  Działalność ZHP upadła na początku lat 90, kiedy nastąpiły zmiany społeczno–polityczne w Polsce.

Lemieszarnia w Wiesiółce

  W zachodniej części Wiesiółki (gm. Wałcz) znajdują się ruiny dawnej kuźni–lemieszarni z początku XIX w., powstałej zapewne na miejscu jeszcze dawniejszej kuźnicy. Wykorzystując energię rzeki za pośrednictwem trzech kół wodnych poruszano młoty. Lemieszarnia czynna była do 1956 r. Bardzo ciekawy i rzadki tego rodzaju zabytek został w latach 1971–1973 częściowo zrekonstruowany i zabezpieczony przez studentów z Koła Naukowego Meliorantów Akademii Rolniczej w Poznaniu. Obecnie obiekt przedstawia obraz kompletnej ruiny.
  Na początku maja 1961 roku Powiatowa Komisja Planowania Gospodarczego w Wałczu zwróciła się z zapytaniem do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Koszalinie, czy znajdujaca się w miejscowości Wiesiółka zabytkowa lemieszarnia będzie w jakiś sposób zabezpieczona? Zabytek ten był mocno zniszczony i z każdym dniem ulegał dalszej dewastacji. Ówczesny kierownik PGR-u oświadczył, że nie posiada żadnych funduszy na zabezpieczenie, nadmieniając przy tym, że sprawą zainteresował się swego czasu Wojewódzki Konserwator Zabytków, który oszacował koszt zabezpieczenia na około 500.000 zł. i do dnia dzisiejszego żadnych krokóww w tej sprawie nie podjęto. Prezydium WRN, Wydział Kultury, Wojewódzki Konserwator Zabytków w Koszalinie w odpowiedzi na pismo z dn. 2. V. 61 r. zawiadamiał, że dla lemieszarni w Wiesiółce wykonano w 1960 r. dokumentację naukową, inwentaryzację architektoniczną oraz rozpoznanie mechaniczne. Jak podaje inwentaryzacja, lemieszarnia była „budynkiem konstrukcji szkieletowej. Maszynownia złożona z trzech kół wodnych podsiębiernych, poruszała młoty, z których zachował się jeden. Ponadto zachowały się cztery piece kowalskie (butelkowe)”. W roku 1961 planowano wykonanie inwentaryzacji mechanicznej oraz opracowanie założeń projektowych, a następnie projektu odbudowy lemieszarni, która byłaby dla użytkownika źródłem dochodu. Ze środków konserwatorskich mogły być przyznane pewne fundusze na uruchomienie obiektu pod warunkiem, że będzie zapewniony użytkownik, aby nie doprowadzić lemieszarni do ponownej dewastacji, oraz że przyszły użytkownik zapewni współudział finansowy w odbudowie.
  Sprawa wymagała wszechstronnego i dokładnego omówienia, dlatego Powiatowa Komisja Planowania Gospodarczego w Wałczu zorganizowała naradę z udziałem zainteresowanych instytucji. Termin spotkania przewidziano przed 20 czerwca 1961 r. Podstawę do podjęcia decyzji w sprawie dalszych losów lemieszarni w Wiesiółce, stanowiła opinia opracowana przez pracownika Muzeum Techniki w Warszawie (Pałac Kultury i Nauki) – Zygmunta Kamelę. Naczelna Organizacja Techniczna stała na stanowisku, że zabytkowe walory obiektu nie mogą ulec zniszczeniu. Najwłaściwszą formą konserwacji obiektu po odbudowie miałobyć uruchomienie w nim warsztatu produkcyjnego. Warsztat byłby wówczas prowadzony przez któryś z zakładów spółdzielczych. W przypadku niezainteresowania Związków Spółdzielczych placówką, brano pod uwagę utworzenie specjalnej jednostki dla eksploatacji lemieszarni.
  Odbudowę budynku podzielono na kilka etapów. W początkowej fazie planowano odbudować pierwszą część, tak aby można było w niej rozpocząć produkcję. Zdaniem Organizacji, dokumentacja dla odbudowy powinna być ściśle uzgodniona z Urzędem Konserwatorskim. Zakład Spółdzielczy, który podjąłby się odbudowy i eksploatacji zabytku, miałby szansę otrzymania na to przedsięwzięcie pożyczki państwowej. Muzeum Techniki w Warszawie gotowe było poprzeć wszystkie przedsięwzięcia Urzędu Konserwatorskiego, dotyczące odbudowy zabytku, jak również brać udział w późniejszej opiece nad obiektem. Popierało również ewentualne wystąpienie użytkownika lemieszarni o kredyty na jej odbudowę. W październiku 1961 roku Główny Konserwator Zabytków w Koszalinie przesłał do Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Wałczu odpis pisma, w którym Wojewódzkie Zjednoczenie PGR wyrażało zgodę na przekazanie lemieszarni w Wiesiółce innemu użytkownikowi. Prosił także o zbadanie możliwości użytkowania obiektu przez Zarząd Przemysłu, Spółdzielczość Pracy, bądź też inną miejscową instytucję.
  Sprawa z odbudową ciągnęła się przez kilka miesięcy. Po przeanalizowaniu całokształtu sprawy związanej z lemieszarnią w Wiesiółce, Inspektorat w Wałczu nie widział możliwości odbudowy tego zabytku, zarówno w ramach własnych, jak i pod nadzorem dowolnej instytucji. Dopiero w latach 70-tych budynek został częściowo zrekonstruowany i zabezpieczony przez studentów z Akademii Rolniczej w Poznaniu. Do Wiesiółki organizowane były wówczas wycieczki. Z czasem lemieszarnia ulegała ciągłej dewastacji. Dziś pozostały po niej tylko mury.

Zebrał i opracował:
dr Przemysław Bartosik

Dodano: 19-03-2017

1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  
19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  
35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  45  46  47  48  49  50  
51  52  53  
  Program działania  |   Struktura  |   Kontakt  
Copyright © RTHZW - WAŁCZ 2008-2017
Projekt i wykonanie: