Dzieje regionu:

Pacyfikacja obozu dla internowanych w Kwidzynie 14 sierpnia 1982 roku

  W dniu wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981r. z Wałcza internowano sześć osób: Kazimierza Błaszczyka – przewodniczącego NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty i Wychowania, Michała Deringa – przewodniczącego NSZZ „Solidarność” w Rejonowym Przedsiębiorstwie Melioracyjnym, vice przewodniczącego Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” w Wałczu, Leszka Katarzyńskiego – przewodniczącego NSZZ „Solidarność” w Państwowym Ośrodku Maszyn, vice przewodniczącego Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej w Wałczu ponadto członka Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego w Szczecinie, Bolesława Rafałko – członka NSZZ „Solidarność” w PKS Wałcz, Waldemara Reginiewicza – przewodniczącego NSZZ „Solidarność” w Centralnym Ośrodku Sportu, vice przewodniczącego Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” w Wałczu oraz Barbare Oroń – przewodniczącą NSZZ „Solidarność” w PKS-ie i Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” w Wałczu.
  Barbarę Oroń początkowo trzymano w Areszcie Śledczym w Poznaniu, a na początku stycznia przewieziono ją do nowo powstałego obozu w Gołdapi, z którego zwolniono ją 29 kwietnia 1982r. Pozostałą piątkę umieszczono początkowo w Zakładzie Karnym we Wronkach, z którego 31 grudnia 1981r. został zwolniony Kazimierz Błaszczyk z powodu złego stanu zdrowia. Pozostała grupę 5 stycznia 1982r. przewieziona do obozu w Gębarzewie, z którego do 6 marca 1982r. wyszli B. Rafałko, L. Katarzyński oraz W. Reginiewicz. Najdłużej z Wałcza internowny był Michał Dering, który twierdzi że zapewne za efekt nieprzejednanej postawy oraz kłótni z SB, gdy był brany na przesłuchania. Ośrodek dla internowanych w Gębarzewie ostatecznie zlikwidowano 30 lipca 1982r. pozostałą resztę „niepokornych”, a wśród nich M. Deringa przewieziono do Kwidzynia.
  Zakład Karny w Kwidzynie funkcjonował jako tzw. półwolnościówka – ośrodek resocjalizacyjny, przejściowy – dla więźniów zatrudnionych w pobliskich zakładach przemysłu celulozowego. ZK to kompleks czterech parterowych pawilonów, połączonych tzw. łącznikami i otoczony odpowiednim ogrodzeniem. W kwietniu 1982 został uznany przez władze stanu wojennego także jako miejsce internowania działaczy solidarnościowych, których nie chciano jeszcze zwolnić. Był to obóz zbiorczy. Z zlikwidowanych wcześniej obozów, zaczęto tu gromadzić „najgorsze elementy”, m.in. z: Suwałk, Włodawy, Krasnegostawu, Iławy, Gębarzewa i innych. Pierwsze wrażenie obóz zrobił pozytywne. Cele otwarte od rana do północy, nieograniczona możliwość korzystania ze spacerów, z kortu tenisowego, boiska do siatkówki, terenu do gry w piłkę nożną. Na ścianach cel napisy „Solidarność”, plakaty, zdjęcia, obrazy święte.
  W sobotę 7 sierpnia doszło na terenie obozu do spotkania internowanych z rodzinami. Wystawiono na zewnątrz stoły i ławki, aby sprawniej przebiegały widzenia. Doszło wtedy do wyjścia poza teren jednego z więźniów. Nie było to trudne gdyż internowani nosili ubrania cywilne. Nie w tym problem, że wyszedł, tylko, że nie umożliwiono mu powrotu do ośrodka przez gapiostwo strażników. Najprawdopodobniej wyszedł on odprowadzić rodzinę, a że nie pozwolono mu wejść z powrotem pojechał do domu. Wieczorem podczas apelu liczba internowanych oczywiście się nie zgadzała. Po tym incydencie sytuacja w obozie zaczęła się pogarszać. Na drugi dzień w niedzielę 8 sierpnia komendant nie zezwolił na widzenia z rodzinami.
  Przed drugą bramą więzienia doszło do zbiorowego protestu internowanych. Każdy trzymał w ręku metalową miskę i łyżkę. W regularnych odstępach rytmicznie uderzano w miski, po czym rozlegał się skandowany okrzyk „wpuścić rodziny” i śpiewano którąś z bogatego repertuaru ogólnie znanych tutaj pieśni. Po upływie godziny doszło do powtórnej rozmowy z komendantem ośrodka dla internowanych. Zgodził się na cofnięcie wcześniejszej decyzji. Przez kilka następnych dni panował względny spokój. W piątek 13 sierpnia dochodzą do internowanych wieści o zmianie komendanta obozu, którym zostaje kpt. Pobłocki Juliusz (wcześniej był komendantem w ośrodku dla kobiet w Gołdapi). Następnego dnia rano (14 sierpnia) internowani dowiadują się, że duża część rodzin bezskutecznie domaga się widzenia. Wśród rodzin była również Pani Krystyna Dering wraz z córką Małgorzatą, która przyjechała wtedy na widzenie do męża z Gdańska, gdzie spędzała wakacje u rodziny. Około godz. 10 dochodzi do sytuacji analogicznej jak 8 sierpnia. Większość internowanych grupuje się z miskami i łyżkami pod drugą bramą więzienia. Znowu - jak to nazywano w więziennym żargonie „bango - bango”, skandowane okrzyki „wpuścić rodziny”, piosenki. W skandowaniu brał udział również Dering, który jak wspomina nawet mu przez myśl nie przeszło, co się może wkrótce stać. Około godz. 11 grupa przedstawicieli internowanych idzie na rozmowę do nowego komendanta. Jak się później okazało komendant tylko po to ich przyjął, aby zyskać na czasie by zdążyły przyjechać posiłki. Rozmowy skończyły się fiaskiem, gdyż komendant postanowił zrobić porządek zaczynając od sprawy widzeń. Wśród internowanych narastały emocję, kilka osób wdrapało się na dach budynku przylegającego do siatki za druga bramą więzienia (ona stanowi granice, do której wolno się poruszać internowanym). Znalazł się ktoś, kto za pomocą kombinerek rozciął siatkę, przez którą przechodzi coraz więcej osób na drugą stronę ogrodzenia. Internowani śpiewali m.in. „Rotę”, „Pieśń konfederatów barskich”, oraz skandowali „wpuścić rodziny”. W dalszym ciągu była to pokojowa manifestacja, ale już nadjeżdżają oddziały szturmowe z pobliskiego więzienia w Sztumie w pełnym wyposażeniu w pałki, tarcze, hełmy oraz psy. Przyjechał również wóz strażacki z armatką wodną na dachu. Jednak zastępca komendanta straży pożarnej odmówił wjazdu na teren ośrodka, stwierdzając, że straż jest do gaszenia pożarów, a nie do polewania ludzi wodą ( wkrótce został zwolniony z pracy). Za murem więzienia, z prawej strony, znajdowało się wzniesienie, z którego można zobaczyć plac obozu. Kobiety z dziećmi przeniosły się z pod bramy na to wzniesienie, aby zobaczyć, co się dzieje. Wkrótce zostały oni stamtąd przepędzone przez funkcjonariuszy MO, skąd przeniosły się z powrotem pod bramę. Wkrótce i stąd zostają przegonieni i zmuszeni do rozejścia się. W ten sposób pozbyto się ostatnich świadków. Dalej sprawy potoczyły się błyskawicznie. Nagle za siatką na placu pojawili się funkcjonariusze w pełnym rynsztunku, naprzeciw nieuzbrojonych internowanych. Funkcjonariusze służby więziennej przygotowali do użycia motopompę. Atak następuje bez ostrzeżenia. Ani komendant ośrodka, ani dowodzący akcją starszy oficer nie dali nam szans na dobrowolny powrót do więziennego pawilonu. W momencie ataku za siatką pozostało ok. 20 osób. Oni przyjęli pierwsze uderzenie wody i pałek. Po wpędzeniu ich na teren więzienny atakowano dalej, ciągle używając pałek i sikawek. Bijąc, zapędzono internowanych do cel. Nieszczęśliwcy zastali cele pozamykane za co skrupulatnie zostali skarceni kopniakami i uderzeniami pałek. Do godz. 13:30 wszyscy zostają zamknięci w celach. Od tego momentu rozpoczęło się rozmyślne, brutalne i systematyczne bicie. Funkcjonariusze podzielili się na kilka grup, które wchodziły po kolei do cel i biły znajdujących się tam internowanych. Demolowano wyposażenia cel, zrywano zdjęcia i plakaty, zabierano grzałki, maszynki elektryczne, magnetofony. Niektórych wyciągano na zewnątrz i urządzano im „ścieżki zdrowia” bijąc do nieprzytomności. Czynności w niektórych przypadkach powtarzały się parokrotnie. Pan Dering wspomina jak było słychać krzyki i odgłosy bicia. Było straszne napięcie „czy do nas też dotrą czy nie?” W końcu wbiegli, popatrzeli i poszli dalej. Jak przy zapędzaniu internowanych do cel dostawali wszyscy, którzy nie zdążyli umknąć przed ciosami, tak z cel wyciągano i bito głównie tych więźniów, którzy od dłuższego czasu przebywali w ośrodku i w jakiś sposób narazili się służbie więziennej. Im szczególnie chciano pokazać, kto tu rządzi. Na ogólną liczbę 148 internowanych znajdujących się w ośrodku 14 sierpnia pobitych zostało ponad 80 osób. Wiele zastrzeżeń budzi opieka medyczna, jaką zapewniono pobitym. Jeszcze w czasie masakry zabrano kilka osób do szpitala m.in. A. Priebe z Piły, który dostał ataku serca w trakcie pobicia. Po pogromie karetką przyjechał lekarz, który wciągu godziny obejrzał kilkudziesięciu pobitych nie kwalifikując nikogo do szpitala. Osoby, które nie doznały obrażeń ciała w wyniku pacyfikacji na drugi dzień podjęły głodówkę na znak protestu, był wśród nich Michał Dering. Żądano m.in. usunięcia komendanta obozu, ukarania winnych, przejęcia sprawy przez prokuratora. Ustalono, że będzie ona prowadzona do momentu, aż nie zostanie miej niż 30 głodujących, inaczej głodówka zostanie przerwana. Pan Dering wspomina, że najgorsze było to, iż część internowanych z różnych powodów nie podjęła głodówki, a posiłki przyjmowała w celach, co było szczególnie uciążliwe. Dopiero, gdy po jakimś czasie otworzono cele można było na czas posiłków wyjść. Najtrwalsi wytrzymali do początku września, lecz ich trud i tak był nadaremny, gdyż władze ośrodka kompletnie ignorowały głodujących. Andrzej Dering brat Michała Deringa, wysłał list do prokuratora wojewódzkiego wnosząc skargę na bezprawne i przestępcze działanie funkcjonariuszy ośrodka dla internowanych.
  Jako brat internowanego Michała Deringa, przebywającego nadal w Ośrodku dla internowanych w Kwidzynie, wnoszę skargę na bezprawne i przestępcze działanie funkcjonariuszy Ośrodka dla internowanych. Z rozmów z żoną internowanego brata i rodzinami osób internowanych w Kwidzynie dowiedziałem się o wypadku przestępczego działania funkcjonariuszy Ośrodka, jaki miał miejsce w dniu 14 sierpnia 1982r. Mianowicie tego dnia została przeprowadzona przez straż Ośrodka zaplanowana akcja pacyfikacji internowanych. Powodem tej brutalnej i bezprawnej interwencji był incydent jaki wydarzył się w czasie odwiedzin. Mianowicie mimo, że do Ośrodka przyjechało z dość odległych stron Polski wiele członków rodzin internowanych i oczekiwało przed brama na widzenia, administracja Ośrodka podjęła niczym nie uzasadnioną decyzje o wstrzymaniu widzeń. Wtedy internowani oczekujący na widzenia zaczęli protestować. Protest ten polegał na uderzaniu w blaszane naczynia i wywołanie w ten sposób hałasu. Taki incydent można było łatwo zażegnać bez używania przemocy. Wystarczyło aby ktoś z funkcjonariuszy wyjaśnił powody wstrzymania widzeń. Wybrano natomiast inną, bezprawną metodę. Mianowicie wszyscy protestujący internowani zostali siłą zaciągnięci do baraków. Użyto wobec nich, chociaż nie stawiali funkcjonariuszom żadnego oporu, brutalnej siły. Najpierw użyto wobec nich sikawek, a następni bito ich pałkami milicyjnymi. Później część internowanych była siłą wyprowadzana ze swoich cel i przechodziła tzw. „ścieżkę zdrowia”. To długotrwałe pastwienie się nad nimi przerwano, gdy jeden z bitych „na ścieżce zdrowia” stracił przytomność. Pięć bitych osób odniosło tak poważne obrażenia, że zostali bezzwłocznie umieszczeni w szpitalu. Ogólna liczba pobitych sięga kilkudziesięciu osób. Bezprawność działania funkcjonariuszy Ośrodka jest oczywista. Dlatego proszę Obywatela Prokuratora o podjęcie niezbędnych działań dla wyjaśnienia okoliczności sprawy i przykładnego ukarania sprawców pobicia.
  Najbardziej nieprawdopodobne z tego wszystkiego było to, że ci co zostali najbrutalniej pobici zostali oskarżeni przez prokuraturę o czynną napaść na funkcjonariuszy służby więziennej. Mimo zainteresowania kraju ( L. Wałęsa) i zagranicy, bestialsko pobitych internowanych postawiono w stan oskarżenia, a wyrok sądu był skazujący. Najwyższy wyrok kary był 2 lata więzienia. Patrząc na to z perspektywy czasu i dostępnych materiałów to cała akcja pacyfikacji była szczegółowo zaplanowana i wyreżyserowana( łącznie z przecięciem siatki przez jednego z internowanych), po ty by mieć powód do zaprowadzenia porządku przez nowego komendanta.
Po zakończeniu głodówki powoli ustępowała ciężka atmosfera. Zezwolono na widzenia z rodzinami. Powoli wracał monotonia więziennego życia. Internowani korzystali ze świetlicy, boiska, spacerniaka, czytali prasę i książki. Poszczególne grupy regionalne trzymały się razem.
  W dniu 26 listopada 1982r. z obozu dla internowanych został zwolniony ostatni z wałeckich opozycjonistów Michał Dering. Razem z nim wyszli z Piły Bolesław Olejnik i Justyn Wardalski. Cała reszta wyszła na wolność z internowani na początku grudnia gdy ostatecznie obóz zlikwidowano.

Sławomir Klonowski



Data dodania: 25-05-2008

  powrót do listy dzieje regionu
  Program działania  |   Struktura  |   Kontakt  
Copyright © RTHZW - WAŁCZ 2008-2017
Projekt i wykonanie: