Źródła:

Wspomnienia robotnika przymusowego Hipolita Rejewskiego

  Brałem udział w obronie Warszawy i po kapitulacji dostałem się do niewoli. Trzymali nas Niemcy w Pruszkowie, a potem w Żyrardowie w ilości ok. 8 tys. jeńców. Przebywaliśmy przez kilka dni. Stamtąd wywieźli nas do koszar im. J. Piłsudskiego w Krotoszynie, gdzie przebywaliśmy przez 6 tygodni. Liczba jeńców wtedy wynosiła ok. 16 tys. [...] Przywieziony zostałem do Piły w 1942 roku i przez Arbeitsamt skierowany do pracy w Drezdenku do pracy u bauera Abrahama Olehmana. W Drezdenku (Klein Dresen) pracowało w tym czasie ok. 40 Polaków, przeważnie robotników cywilnych zatrudnionych w miejscowych barakach. [...] Po kilku miesiącach zabrali mnie do budowy baraków na wielki obóz pracy w Pile, który znajdował się przy dzisiejszej ulicy Kossaka. Był to tzw. Gemeinschaftslager, czyli obóz przejściowy do którego przywożono transportami setki ludzi, skąd następnie kierowali ich do poszczególnych powiatów. [...] Obóz ten liczył już w 1942 r. ok. 14 tys. osób. Były tam baraki szpitalne, ale w strasznym stanie. Chorzy umierali jak muchy. [...] Po zbudowaniu baraków zostałem odesłany do pracy w rolnictwie w Skrzatuszu. Było to 8 lutego 1943 r. Trafiłem zgodnie z moim zawodem do zakładu kołodziejskiego Niemca Joseph Donner.
  W Skrzatuszu pracowało w tym czasie: 40 Polaków (cywilów i jeńców zamieszkałych przeważnie u pracodawców rolników), 18 Francuzów (jeńców wojennych, zatrudnionych w rolnictwie), 18 jeńców amerykańskich zatrudnionych w rolnictwie oraz ok. 30 radzieckich jeńców zamieszkałych w tzw. Ostarbeitslager, którzy pracowali w rolnictwie, lecz pod nadzorem wachmanów [...]. J. Donner był dobrym człowiekiem, podobnie jak większość miejscowych Niemców nie prześladujących specjalnie Polaków. [...] Donner miał 36 lat i wszystko robił, żeby nie iść do wojska. Wstrzykiwał sobie naftę przed powołaniem na komisję. Z tego powodu rana nogi strasznie bolała go i wyciekała z niej ropa. Po dwóch tygodniach rana się goiła i do następnej komisji Donner miał spokój. Ja tylko o tym wiedziałem. Mówił mi, że woli to niż iść na front nie wiadomo za co walczyć.
  Przed frontem Niemcy nie zdążyli uciec. Gdy otrzymali rozkaz pakowania się to wojska radzieckie były już w rejonie Piły. Przed odjazdem ludność niemiecka zebrała się w kościele, przemawiał pastor, który mówił, że na naród niemiecki przyszła kara boża. Pastor uspokajał ludzi, były to przeważnie kobiety, mówiąc, że kto był człowiekiem ten nie powinien się bać. Esesmani chcieli rozstrzelać pastora, bo ktoś doniósł o jego wystąpieniu. W pierwszych dniach lutego 1945 r. weszły do wsi Skrzatusz oddziały radzieckie. Grupa Volkssturmu została rozbrojona i zabrana do niewoli. Przez kilka tygodni nie goliłem się. Wzbudziło to śmiech u żołnierzy radzieckich, którzy po wejściu zorganizowali w Skrzatuszu piekarnię polową. Ja zostałem na gospodarstwie swojego Niemca, który wiedział, że będzie musiał niedługo swój dom opuścić. Z polecenia komendanta wojennego zostałem sołtysem wsi. Musiałem rządzić całą wsią, a przede wszystkim kierować Niemców do pracy na żądanie wojsk radzieckich [...].
  Amerykanie pracowali w majątku. Jeden z nich znał język polski. Nazywał się John. Amerykanie otrzymywali co miesiąc paczki Czerwonego Krzyża. Paczki zawierały wszystko to, co trzeba, było od żyletek do rodzynek i kawy naturalnej. [...] Amerykanie raz na tydzień chodzili do kina niemieckiego w Wałczu oczywiście z wachmanem. Francuzi posiadali w Skrzatuszu najwięcej wolności. Najprawdopodobniej 29 stycznia 1945 r. o godz. 6.00, wstaję, wychodzę na ulicę i patrzę po cichu maszeruje wojsko. Myślałem, że to Niemcy, ale po bliższym przyjrzeniu się okazało się, że są to Rosjanie. Szli pieszo, jechały samochody. Na drugi dzień na podwórze moje wjechało 6 czołgów. Latały niemieckie samoloty, które rzucały pojemniki z żywnością i amunicją. Przez cały czas oblężenia Piły słychać było strzały i widać pożary. Doskonale widać było, jak strzelała artyleria rakietowa tzw. Katiusze.
  Na terenie Skrzatusza pracowali następujący Polacy: Józef Pietrzak (przed wojną zamieszkały w okolicy Koła), Aleksander Muzolf (spod Nakła, obecnie zamieszkały w Skrzatuszu), Wacław Guzowski (obecnie zamieszkały w Koszalinie). Oprócz wymienionych mieszkał Czajkowski, który przyjął Volkslistę, gdyż jak mówiono miał brata w wojsku niemieckim. U niego pracował Guzowski, w którym kochały się Czajkowskiego córki. Czajkowski jednak podczas wojny nie utrzymywał kontaktów z Polakami i czuł się Niemcem. W miejscowości Róża (niem. Rose) jeden Polak uderzył Niemca, za co został powieszony. Nie znam jego nazwiska. W czasie frontu zginął zastrzelony przez wojska radzieckie Polak Mieczysław Buczek, było to w lutym 1945 roku. W Chwiramie koło Wałcza pracował Barszczak, który zatrudniony jest obecnie w RKU Wałcz. W Szydłowie pracował Pływacz, obecnie na emeryturze były piekarz, w Pile mieszka Hadyński pracownik PKP, który pracował także w Szydłowie.

Przemysław Bartosik

Źródło:
Relacje robotników przymusowych ze zbiorów Stacji Naukowej Polskiego Towarzystwa Historycznego w Słupsku (maszynopisy znajdują się obecnie w zbiorach specjalnych Biblioteki Głównej Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku)

Data dodania: 22-04-2008

  powrót do listy źródeł
  Program działania  |   Struktura  |   Kontakt  
Copyright © RTHZW - WAŁCZ 2008-2017
Projekt i wykonanie: